Nie ma co ukrywać – wszyscy czasem rzucimy „soczystym” słowem. Jedni częściej, inni rzadziej. Ale czy to zawsze źle? Czy przeklinanie to objaw słabości, czy może… naturalny zawór bezpieczeństwa?
Naukowcy z Uniwersytetu Keele w Wielkiej Brytanii dowiedli, że przeklinanie może zmniejszać odczuwanie bólu i działać jak emocjonalne katharsis. Biegłeś kiedyś po korzeniu, potknąłeś się i wyrzuciłeś z siebie pełną gamę niecenzuralnych słów? No właśnie. To nie był brak kultury – to był instynkt. 😅
Z drugiej strony – jeśli każde drugie słowo to „k…”, to już nie siła emocji, tylko ubóstwo słownika. Wtedy nawet najcelniejsze przekleństwo traci swój pazur.
Może więc chodzi o umiar. Czasem puścić parę z ust, zamiast ją dusić – zdrowiej dla psychiki. Ale też pamiętać, że słowa mają moc. I tak jak z kawą czy winem: odrobina dodaje smaku, ale przesada odbiera klasę.
A Ty? Przeklinasz czasem na treningu, gdy podbieg daje w kość? Czy trzymasz fason do samej mety? 😄
(Poniżej zamieściłem archiwalną dyskusję na ten sam temat na moim forum o e-biznesie: forum.ebiznesy.pl. Forum już nie istnieje, ale chcąc niejako zachować pamięć po nim, część wątków przenoszę na tego bloga, a część na innego: ebiznesy.pl).

Przeklinać czy nie przeklinać? Oto dylemat
Napisał/a: Paweł K. dnia 15 września 2011
No właśnie, jak w tytule. Chciałbym zaprosić Was do małej dyskusji.
Otóż są tutaj różne zdania – często skrajnie różne.
Generalnie uważam, że:
1. Przeklinać w różnych miejscach, okolicznościach, przy niektórych osobach itp. po prostu nie wypada (i większość z nas tego nie robi w takich sytuacjach).
2. Przeklinanie pomaga nam wyrazić swoje emocje.
3. Przeklinanie dynamizuje wypowiedź. Ubarwia ją. Urozmaica.
4. Wulgaryzmy akcentują pewne zwroty. Pamiętam pewne zdarzenie. To było kilkanaście lat temu. Byliśmy z grupką znajomych nad Soliną. Jedna dziewczyna była bardzo spokojna. Zero przeklinania; w ogóle mało mówiła. A pewnego razu, jakiś koleś gdzieś w pobliżu zachował się jak osioł (już nie pamiętam, co zrobił). I ona wypaliła: „Kurwa, co za prostak!”. I to było to! Nie wyobrażam sobie trafniejszych i bardziej dobitnych słów z jej ust.
No i teraz pytanie do Was: czy przeklinanie jest oznaką prostactwa?
Mówi się też, że jak ktoś przeklina, to znaczy, że ma ubogie słownictwo. Hmm, różnie to bywa.
Gdy jakiś dresiarz klnie jak szewc gadając z kumplami, i „kurwa” jest co drugim słowem, wtedy tak najpewniej jest.
Słowo na „k” jest wtedy przecinkiem w zdaniu.
A co z innymi? Np. nauczycielami akademickimi?
Spędziłem niemal 10 lat na Uczelni. I wiecie co? Doktorzy i profesorowie to normalni ludzie – też klną. Oczywiście w gronie ścisłych znajomych. Gdy dziekan do nas wchodził do pokoju, to nikt go nie witał „Cześć, k…., stary byku!” 😉
Ale jak rozmawialiśmy między sobą, to wszystko było na luzie. Jak ktoś dobitnie o czymś mówił, to przeklinał.
Co o tym myślicie?
PS Dodam pro forma, że sam sporo klnę. Na przykład rozmawiając z żoną. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z wyzywaniem jej czy wulgarnym zwracaniem się do niej. Po prostu jak o czymś mówię, to dużo przeklinam. Uważam po prostu przeklinanie nie za oznakę prostactwa, ale za pewien sposób wypowiedzi. Który jeśli jest używany w towarzystwie, które to akceptuje, to jest czymś normalnym i absolutnie nie świadczy źle o osobie, która klnie. Co Wy na to?
Napisał/a: Sebastian N. dnia 15 września 2011
Ja też sobie nie żałuję 😉
Czasem nawet uważam, że przesadzam.
Nawet jak z ojcem rozmawiam np. o jakimś meczu to mówię, że ten i ten sp…, czasem ojcu też się wymsknie 🙂
Bywa, że przy piwku jak się z kumplami dobierzemy to najczęstsze słowa są na k. i p.
Te wszystkie słowa są częścią naszego języka – owszem – nadużywane rażą, ale jak ktoś przesadza nawet z „proszę” i „dziękuję” to też to zauważamy i w duchu sobie komentujemy (przynajmniej ja).
Odpowiadając na pytanie w tytule — skoro te słowa są w słowniku to czasem nie zaszkodzi ich użyć.
A jeśli ktoś uważa to za oznakę prostactwa – jestem w takim razie prostakiem 🙂
Napisał/a: Dutkon dnia 15 września 2011
Myślę, że z przeklinaniem jest jak z cholesterolem: jest dobre i złe 🙂
To pierwsze to po prostu forma ekspresji słownej, naturalny wentyl, który pozwala uregulować emocje, nie wyrządzając przy tym nikomu krzywdy. Zdrowe „kurwa mać” jest czasami jak deszcz oczyszczający atmosferę. A kto się nie zgodzi, niech pierwszy wciśnie 'Esc’ 😀
Przeklinanie złe to takie, które uderza w kogoś albo jest po prostu sposobem uzupełnienia niedoborów leksykalnych mówcy, słuchaczom dostarcza więc ciekawych informacji o poziomie prelegenta 🙂
Parę lat temu, stojąc oszołomiony pięknem parku narodowego Arches w stanie Utah i podziwiając cuda, jakie natura potrafiła wyczarować, usłyszałem nagle za plecami rozmowę dwóch niemieckich śmiałków. Niewiele zrozumiałem z ich śpiewnego szwargotu, acz przerywnik „kurwa”, wplatany nałogowo w mowę Goethego, skutecznie odebrał mój zachwyt wobec natury i przeniósł go na użytkowników języka niemieckiego, którzy z taką maestrią posiłkowali się tym polskim wykrzyknikiem.
I to jest trzeci sposób przeklinania: po niemiecku 🙂
Napisał/a: Paweł K. dnia 15 września 2011
Hehehe, pięknie.
Tak sobie myślę, że chyba wcześniej byli w Krakowie. Bo parę lat temu (chyba paręnaście!), jak byliśmy na studiach, kumpel będąc na krakowskim rynku usłyszał rozmowę Niemców, którzy przeklinali sporo — jednak po dojczlandzku. I zwrócił się do nich z miłą propozycją i sugestią: „Może trochę kultury, KURWA!”
Napisał/a: Marcin G. dnia 15 września 2011
hmm mi jakoś nie pasuje przeklinanie na szkoleniach, prywatnie jadę równo jak się poirytuje, ale oficjalnie nie przeklinam.
Przy znajomych raczej nie mam problemu zarzucić mięchem (pod nosem też ;p)
Napisał/a: Piotr K. dnia 16 września 2011
Cześć Chłopaki,
W mojej opinii z przeklinaniem – jak z wszystkim – nie wolno przesadzić. Jeśli ktoś użyje wulgaryzmu wyjątkowo w koniecznej sytuacji, to jest to nawet potrzebne, ponieważ podkreśla, akcentuje wypowiedź. Jeśli ktoś jedzie równo, jak po przecinku, to k…a traci na znaczeniu.
W pewnych sytuacjach słowo „kurwa” razi masakrycznie i w ogóle nie pasuje. Ale na przykład jak by ktoś wyciął to słowo z filmu „Psy” to film stał by się denny i do kitu. Tam to słowo jest potrzebne, jak amen w pacierzu.
My z bracholem np. na szkoleniach używamy oficjalnej, grzecznej mowy, ale już w drodze powrotnej, w samochodzie relacjonując wiele wydarzeń jedziemy równo, sobie nie żałując 🙂
Odpowiadając na postawione pytanie: przeklinanie będzie zalatywało prostactwem jeśli zrobimy z niego przecinek w zdaniu w życiu codziennym. Jeśli natomiast używamy dla podkreślenia czegoś i rzadko – to nie prostactwo.
Napisał/a: dagmaro dnia 16 września 2011
Wulgaryzmy? Tak, ale z umiarem. Jak ze wszystkim trzeba bowiem znaleźć złoty środek. Jeżeli używasz ich okazjonalnie, aby zaakcentować ważne dla Ciebie kwestie, jeżeli nie używasz ich w sytuacjach hiperoficjalnych, jeżeli nie lżysz innych… Wtedy przekleństwa stają się takim samym środkiem ekspresji jak każdy inny. Profesorowie, doktorzy, elita społeczna też przeklina. Ważne aby nie traktować tego jako jedynego środka wyrazu siebie.
Napisał/a: Sebastian N. dnia 16 września 2011
Ja z kolei znalazłem w necie skrót filmu „Lejdis”.
Słowo na K użyte w różnych sytuacjach omawianych powyżej. Normalnie uszy więdną…
Napisał/a: Paweł L. dnia 16 września 2011
Ja to czasem aż zanadto używam „tego” słownictwa. Najczęściej pod wpływem emocji (zwykle tych złych) – pozwalają się wyładować nieco. Ale oczywiście potrafię trzymać język za zębami, jeśli wymaga tego towarzystwo, sytuacja. A nawet potrafię zwracać uwagę innym, gdy tego wymaga sytuacja – np. przy dzieciach (tu to jestem uczulony na wulgaryzmy).
Napisał/a: marek_makaron_makarewicz dnia 16 września 2011
A kto nie przeklina? Tak będzie szybciej 😉
Napisał/a: Sebastian N. dnia 16 września 2011
I właśnie zakończyłeś naszą burzliwą dyskusję 😉
Napisał/a: marek_makaron_makarewicz dnia 16 września 2011
Może nie skończyłem, może są osoby, które faktycznie nie przeklinają, a jeśli już, to raz do roku 🙂 I zechcą włączyć się do tej dyskusji i opowiedzieć jak postrzegają osoby, które przeklinają i w ogóle jak postrzegają to powszechne zjawisko i co o tym sądzą. Kiedyś słyszałem o badaniach, gdzie stwierdzono, że ludzie tym więcej przeklinają, im niżej w hierarchii społecznej się znajdują, i analogicznie z wykształceniem – im wyższe wykształcenie, tym mniej przeklinania. Jak myślicie, czy dalej tak jest, czy granice w dzisiejszych czasach się zatarły i wszyscy równo zapierdalają, kurwa? 😉
Napisał/a: Sebastian N. dnia 16 września 2011
Zatarło się i nie ma reguły moim skromnym zdaniem.
Napisał/a: Łukasz G. dnia 17 września 2011
Będę wyjątkiem i napiszę, że nie przeklinam. 🙂 Nawet podczas zdenerwowania, nie zdarza mi się. Z natury spokojnie podchodzę do wszystkiego, dlatego rzadko towarzyszy mi ta sytuacja. Kiedyś nawet wykonałem test. Miałem ciężki dzień, byłem zły i puściłem bluzga. Niestety nie rozładowało to złych emocji, ani nie pomogło w niczym.
Zauważyłem, że większość nie zdaje sobie sprawy z tego co mówi. Wymawiając „kurwa mać” mówimy o swojej matce ;/ „kurwa” – wiadomo co to; „mać” – to inaczej matka. Ogólnie nie przeszkadza mi jeżeli w moim towarzystwie ktoś przeklina. To indywidualna sprawa. Osobiście nie praktykuję. Dodatkowo z tego co mi wiadomo… nieprzeklinający facet zyskuje plusa u kobiety 🙂
Napisał/a: Sebastian N. dnia 17 września 2011
Jak już wspominałem czasem przeklinam sporo, ale nie aż tyle ile Tomek Mazur…
Napisał/a: Grzegorz G. dnia 17 września 2011
Dla mnie bezsensem jest istnienie (i tworzenie) w języku jakiegoś słowa, po czym uznanie go za nieodpowiednie. Wiele słów ma mocniejsze brzmienie, a jednak nie są „zabronione”. Wiele słów opisuje to samo, a nie są „zabronione”.
Są sytuacje kiedy można, kiedy trzeba, a czasem lepiej nie – wszystko zależy od kontekstu.
Napisał/a: Paweł K. dnia 8 października 2011
Chyba nie myśleliście, że odpuszczę sobie komentarz wydarzeń owych na naszym forum szanownym, gdy temat obrodził 😉
(…dłuższy dopisek z cytatami i żartami odnoszącymi się do wcześniejszych postów; autor komentuje m.in. różne opinie o przeklinaniu w towarzystwie, u kobiet, u osób wykształconych, i śmieje się z sytuacji z SMS-em od Pani Doktor — pozostawiam treść taką, jaka była w poście.)
Napisał/a: Sebastian N. dnia 8 października 2011
(krótki dopisek humorystyczny i dalsze riposty odnoszące się do cytowanych fragmentów — autor kontynuuje luźny ton dyskusji)
Napisał/a: grosz dnia 9 października 2011
Ja staram się przeklinać jak najmniej. W większości sytuacji staram się nie przeklinać. Kiedyś mówiłem dużo przekleństw, zwłaszcza w gronie swoich „ziomków”, ale wydaje mi się, że jest to kwestia przyzwyczajenia. Jak się jest z tym ziomami to ma się przekonanie, że oni doskonale wiedzą, są przyzwyczajeni do tego, że ja sobie zaklnę.
Z drugiej strony doszedłem do wniosku, że skoro tak jest, to można ich przyzwyczaić/odzwyczaić od tego. Pokazać im, że ja jestem ten, co nie przeklina. Tak samo, jak oduczyłem się obgryzania paznokci, tak samo oduczyłem się przeklinania.
Uważam, że niedobrze jest przeklinać. Jest wiele słów, których można użyć zamiast brzydkiego słowa, a wcale nie ujmuje im siły i dosadności.


Dodaj komentarz